O rodzie Wojtyłów

 

wywiad

z panem Stanisławem Wojtyłą

 

Pielgrzymka

na Górę Św. Anny


- Ks. Stanisław Lubaszka: W jakich okolicznościach dowiedział się Pan, że Pański dalszy kuzyn kardynał Karol Wojtyła został papieżem?

- Stanisław Wojtyła: 16 października 1978 roku pojechałem z żoną na zakupy do Czechosłowacji. Wróciliśmy do Hałcnowa wieczorem i tutaj mój ojciec Teofil czekał już przy bramie, aby przekazać nam tę radosną wiadomość. Byliśmy zupełnie zaskoczeni. Ojciec mówił rozentuzjazmowany, a do mnie powoli docierało co się wydarzyło.

 

- Wcześniej Pan nie myślał, spotykając się z kardynałem Wojtyłą, że może on być papieżem?

- Nigdy mi to nie przyszło do głowy. Nawet nie myślałem, żeby z mojej rodziny był Ojciec Święty.

- Pański dziadek to był bezpośredni kuzyn Karola Wojtyły?

- Tak, Franciszek Wojtyła, urodzony w 1884 roku w Czańcu. To właśnie do niego, a potem do jego syna Albina, często zaglądał przyszły Papież, także jako ksiądz, biskup i potem kardynał. Mój dziadek był rolnikiem w Czańcu, i człowiekiem bardzo religijnym (był śpiewakiem kościelnym i często prowadził pielgrzymki do Kalwarii Zebrzydowskiej). Często wspominał, że przed II wojną światową, kilkunastoletni Karol przyjeżdżał do niego ze swoim ojcem. Razem z innymi kuzynami bawił się, grał w piłkę, która bardziej przypominała szmaciankę.

- Kiedy Pan po raz pierwszy spotkał Karola Wojtyłę?

- To był rok 1952. Miałem wtedy 7 lat. Karol Wojtyła był już księdzem i profesorem. Spotkałem go na pogrzebie mojej babci w Czańcu, żony wcześniej wspomnianego Franciszka. Pamiętam, że ks. Wojtyła jechał z Lublina na ten pogrzeb z wykładów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Spóźnił się wtedy dosyć mocno, ale wszyscy czekali, bo wiedzieli, że zmarła, była bardzo bliską osobą dla ks. Karola. Chciał się z nią pożegnać i koniecznie ją jeszcze zobaczyć, dlatego na cmentarzu otwarto trumnę babci na specjalne życzenie ks. Wojtyły. Kilkanaście lat później, gdy był już kardynałem prowadził w Czańcu pogrzeb mojego dziadka Franciszka. Wcześniej, gdy dziadek chorował, to kardynał też go odwiedzał.

- Były też pewnie radosne spotkania?

- Pamiętam, że byłem w Czańcu na ślubie kuzynki Wandy z domu Wojtyła, który dawał biskup Karol Wojtyła, a potem siedział ze wszystkimi gośćmi na weselu. I nawet się nie spieszył, on lubił spotkania z ludźmi. Myśmy byli jego rodziną, bo przecież nie miał już wtedy bliższych krewnych.

- Wiem, że Pana ślub z żoną Heleną, o mało co nie błogosławił kardynał Wojtyła?

- Rzeczywiście, tak miało być. Pojechaliśmy do Krakowa do kurii, aby zaprosić księdza kardynała Wojtyłę na nasz ślub i wesele. Niestety, wybraliśmy się troche późno i ksiądz kardynał miał już na ten czas umówioną wizytację. Napisał nam list następującej treści: „Drodzy Nowożeńcy! Żałuję bardzo, że nie mogę spełnić Waszego życzenia i pobłogosławić związku małżeńskiego, jaki dziś zawieracie. Wcześniej już przyjąłem na ten dzień obowiązki wizytacyjne. Pragnę jednak przynajmniej tą drogą wyrazić Wam najserdeczniejsze życzenia błogosławieństwa Bożego na nowej drodze życia, na którą przez Sakrament Małżeństwa wspólnie dziś wkraczacie. Niech chrześcijański wzór życia rodzinnego, do jakiego zostaliście przygotowani w Waszych Rodzinach, ukształtuje również Wasze młode małżeństwo. Błogosławię Wam z całego serca”. Przechowujemy ten list jak najcenniejszy skarb, bo mamy świadomość, że to, że żyjemy w szczęśliwym małżeństwie już ponad 40 lat, to również zasługa modlitwy i błogosławieństwa ks. kardynała Wojtyły.

- Ks. Kardynał był też gościem w Pana domu rodzinnym…

- Mieszkaliśmy wtedy w Hałcnowie nr 10, w domu przy dzisiejszym rondzie. Kardynał Karol Wojtyła dobrze znał się z moim ojcem Teofilem i mamą Weroniką zd. Piekiełko. Pamiętam, że po poświęceniu dzwonów w kościele parafialnym w Hałcnowie, przyjechał do naszego domu. Było to dla nas wielkie przeżycie, a on zachowywał się zupełnie normalnie. Pamiętam, że moja mama podarowała mu wtedy bombonierę. Cieszył się z tych słodyczy. Bardzo się interesował rodziną, wypytywał co słychać u innych kuzynów. Kilka razy był jeszcze gościem w naszym rodzinnym domu w Hałcnowie.

- A pamiętał kardynał Karol Wojtyła tych wszystkich kuzynów?

- Pamięć miał doskonałą i zawsze potrafił przypomnieć sobie imiona poszczególnych osób z rodziny. Dopiero, gdy był papieżem, to przy spotkaniach z żalem mówił, że tego młodszego pokolenia rodziny już nie zna. Tymi, których pamiętał, zawsze się interesował, nikogo nie pomijał. Można nawet było wyczuć pewną jego tęsknotę za rodziną. Nie miał już nikogo bliskiego, dlatego wypytywał o dalsze kuzynostwo.

- Jaki był w spotkaniach rodzinnych kardynał Wojtyła?

- Trzeba powiedzieć, że przede wszystkim był niezwykle radosny. Lubił żartować. Poza tym nie stwarzał żadnego dystansu. Myśmy chcieli go czasem pocałować w rękę, bo taki zwyczaj wobec biskupa, ale on nigdy na to nie pozwalał, ściągał rękę w dół i nie było mowy o żadnych takich oznakach szacunku.

- Miał swoje ulubione potrawy?

- Uwielbiał proste, „swojskie” jedzenie. Kiedyś jako kardynał przyjechał niezapowiedziany do mojej cioci do Czańca. Ciocia zaskoczona, zaczęła się wymawiać, że nie ma czegoś godnego, aby poczęstować takiego Gościa. Ks. Kardynał, podnosząc pokrywki na garnkach na piecu, spytał: „Matko chrzestna, a macie ten mój ulubiony kapuśniak?” Taki był. Bezpośredni, nie grymaszący. Kapuśniak i ziemniaki z kwaśnym mlekiem to było jego ulubione jedzenie.

- Z Pana wspomnień można wywnioskować, że styl bycia Karola Wojtyły był zawsze taki sam.

- Godności kościelne go nie zmieniały. Jako ksiądz, biskup, a potem papież, zawsze był wesoły, nigdy się nie wynosił. Jedynie co się zmieniło, to możliwości spotykania się z nim, ale to nie było od niego zależne, ale od obowiązków. Będąc papieżem już tych rodzinnych spotkań było o wiele mniej, ale to zrozumiałe.

- Gdzie spotkał się Pan z Janem Pawłem II?

- Pierwszy raz w czasie jego I pielgrzymki do Polski. Na Błoniach w Krakowie 10 czerwca 1979 roku mieliśmy szczęście przyjąć Komunię św. z rąk Ojca Świętego. Bliskie spotkanie z możliwością krótkiej rozmowy było też w Wadowicach w 1991 roku. Papież konsekrował wtedy kościół Św. Piotra. Staraliśmy się też posyłać Janowi Pawłowi II życzenia na Święta.

- Ojciec Święty został powiadomiony o śmierci Pańskiego ojca, mieszkającego w Hałcnowie.

- Wraz z kuzynką Bronisławą Wojtyła przesłałem tę smutną wiadomość faxem do Watykanu do sekretarza Ojca Świętego. W odpowiedzi otrzymaliśmy list, że Ojciec Święty łączy się z nami duchowo w godzinie pogrzebu i że odprawi mszę świętą za zmarłego kuzyna, a mojego tatę, Teofila Wojtyłę. Na pogrzeb ojca przyjechał infułat Władysław Fidelus, który prowadził całą uroczystość pogrzebową.

- Jak się czuje ktoś, kto wie na pewno, że ma kogoś z rodziny pośród świętych?

- Jestem szczęśliwy i jak każdy Polak cieszę się. A to, że Ojciec Święty wywodzi się z rodu Wojtyłów tym bardziej mnie uszczęśliwia. Jestem dumny, że mamy w naszej rodzinie tak wielkiego i wspaniałego człowieka, jakim był Karol Wojtyła - Jan Paweł II.

_______________________

Stanisław Wojtyła ur. w 1946 roku. Uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Hałcnowie i tutaj mieszkał do 1970 roku. Pracował w Befamie. Obecnie mieszka na terenie parafii Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej. Ma żonę Helenę, córkę i syna oraz troje wnuków.