Bardzo głośno jest w ostatnim czasie o wyprawie polskich himalaistów w Karakorum i dokonaniu pierwszego zimowego wejścia na jeden z ostatnich opierających się zimą ośmiotysięczników. Jeszcze głośniej w mediach zrobiło się, gdy dwójka ze zdobywców nie wróciła do bazy. Jak zwykle tragedia bardziej przyciągnęła media i różnej maści komentatorów niż wcześniejszy kolejny sukces polskiego himalaizmu.


 "Wielkie Wyczyny niosą ze sobą wielkie ryzyko…"

Ale prawda jest taka, że każdy ponosi to ryzyko na własną odpowiedzialność.

Każdy z Himalaistów, który wyruszył na zimową wyprawę na Broad Peak, jeden z ostatnich szczytów niezdobytych zimą przez człowieka, wiedział, na co się decyduje. To pasjonaci, ale przede wszystkim profesjonaliści i doświadczeni wspinacze. 5 marca świętowaliśmy wielki sukces polskiego himalaizmu, ale zdobycie szczytu to tylko połowa drogi. Dopiero po zejściu do Bazy można mówić o pełnym triumfie. Jednak dwójka z czterech wspinaczy, którzy zdobyli Broad Peak zimą jako pierwsi ludzie na świecie nie wróci już do domu i to jest tragedia. Tragedia, którą należy rozpatrywać w kategoriach nieszczęśliwego wypadku.


 Wspinaczka w Górach Wysokich w takich warunkach jest prawdopodobnie najtrudniejszą rzeczą, jakiej można się jeszcze podjąć w dzisiejszych czasach. Trudniejszą niż lot w kosmos. Nie ma możliwości prowadzenia realnej akcji ratunkowej, nie ma możliwości wysłania helikoptera na taką wysokość, lokalizator GPS niewiele zmienia skoro i tak nie można nikogo ściągnąć na dół i zapewnić mu bezpieczeństwa. Być może Himalaiści źle ocenili swoje możliwości, może powinni postąpić inaczej i nie atakować szczytu, skoro byli za słabi – można dziś pytać. Ale nikt z nas tam nie był i nikt nie wie, jak było na pewno.
 Karakorum i wysokość ponad 8 tys. m n.p.m. to nie jest miejsce, gdzie można usiąść i pogadać „to co teraz robimy?” A już na pewno nie wolno nam oceniać tego wydarzenia sprzed ekranu telewizora czy komputera. Prawda jest taka, że mamy dziś wszystko, dlatego wydaje się nam, że możemy zapanować nad Naturą, zracjonalizować cały świat, który nas otacza Tymczasem Matka Natura przypominała nam wszystkim o tym, jak w rzeczywistości. I po prostu nie potrafimy się z tym pogodzić.

 Jak sądzicie, co wygania wspinaczy z namiotu w ekstremalnie niskie temperatury, skłania do narażania życia? „Jak ktoś ma w sobie tę ogromną chęć pisania historii, głód sukcesu, będzie parł do przodu. To musi w człowieku tkwić” – powiedział Krzysztof Wielicki w  wywiadzie dla National Geographic przed samym wyjazdem na wyprawę w Karakorum. Każdy ze Wspinaczy, którzy 6 marca stanęli na szczycie miał tę potrzebę pisania historii. I zrobili to. Weszli, jako pierwsi ludzie na świecie, zimą na Broad Peak (8.041 m n.p.m.) i nikt już tego nie zmieni.

 Czy warto ryzykować? Czy można narażać nasze rodziny na taki stres? Po co nam polska flaga na tym wierzchołku? Postęp uzależniony jest tylko od takich ludzi, którzy mają potrzebę przesuwania granic naszych możliwości, sprawdzania, co jest dalej, głębiej, wyżej… Przede wszystkim jednak każdy z nas ma prawo do własnych wyborów – tyle wiem na ten temat. I nie ośmielam się oceniać wyborów innych. Tak jak nie chcę, żeby ktoś oceniał mnie i moje decyzje.

Rodzinom Macieja Berbeki i Tomka Kowalskiego składamy wyrazy głębokiego współczucia z powodu zaginięcia Ich bliskich. Krzysztofowi Wielickiemu, Adamowi Bieleckiemu i Arturowi Małkowi gratulujemy. Przed wylotem na Broad Peak, nagrano krótki reportaż filmowy. Musielibyście zobaczyć jacy byli szczęśliwi, podekscytowani, wdzięczni losowi za szansę zdobywania tego szczytu. Zapytano ich po kolei o ryzyko. Każdy powiedział to samo – że jest ono wliczone w ten sport i że je akceptują. Że wierzą, że wrócą bezpiecznie, ale pewności nie mają, bo mieć nie mogą. Nikt z nas nie może. Tylko Himalaiści wiedzą, czym są dla Nich Góry i jak wiele są w stanie dla nich poświęcić.

Łukasz Sporek

FOTO: z internetu