Stanisław Herakliusz Lubomirski pisał w swoich przestrogach dla synów: " Powinność ojcowska ta jest, tego życzyć synom swoim, co nam najdroższego przodkowie nasi zostawili, to jest bojaźń Bożą, cnotę, honor i wiadomość w rzeczach do usługi Ojczyzny potrzebną, aby godność domu i familii nie umierała w pierwszych rodzicach, ale równy i jednaki żywot i zacność swoją poprzez cnoty i chwałę w potomkach swoich zachowała".

 

W słownictwie szlacheckim XVIII wieku posługiwano się określeniami "dom" i"familia" nie tylko dla oznaczenia najbliższego kręgu rodzinnego - męża, żony, dzieci, ale miano również przez nie na myśli ród w sensie osób złączonychjedną krwią, pochodzących od jednego przodka, często jako "dom eiusdem nominis",czyli w mniejszym stopniu przynależność do wspólnoty biologicznej, a w większym do nazwiska. Wyrażało się to również w prawodawstwie, które na pierwszym miejscu stawiało pokrewieństwa po mieczu, a na drugim po kądzieli, co zaznaczyło się w prawie opiekuńczym, i po części w prawie spadkowym. Nazwiska stanowiły ważne dobro, szacowane i chronione.

Herb, symbol wspólnoty domu otoczony był silnym szacunkiem, ale w życiu odgrywał rolę mniej ważną, nie wchodził do tytulatury szlachcica, obejmującej obok imienia i nazwiska najczęściej nazwę dóbr głównych rodowych, z których się pisano i posługiwano się nim w zasadzie tylko przy pieczętowaniu dokumentów. Wielcy panowie dodawali przeważnienajważniejsze posiadłości.

Naukowcy badający kariery szlacheckie oparte o rozdawnictwo królewszczyzn wykazywali związki łączące szlachtę z ich domami i rolę jakie te powiązania odgrywały przy zdobywaniu dla rodziny posiadłości i godności urzędniczych. Należy spojrzeć na współzawodnictwo międzypozycją rodu - domu a wyniesieniem jego członków, na rzeczywiste poczucie wspólnoty i solidarności członków jednego domu. Badanie źródeł XVIII w. daje sposobność do przekonania się o tym, że były to związki bardzo silne, nie do końca co prawda tak jak w średniowieczu, w którym wspólnota interesów tożsama była z więzią rodową. Były one bardziej spoiste niż w czasach nam bliższych. Uznając silne znaczenie wspólnotyrodowej i powiązań, musimy zastanowić się nad ich rozległością. Dom jako podstawowa zbiorowość szlachecka obejmowałprzede wszystkimkrewnych noszących to samo nazwisko. Wiele faktów przemawia za tym, że często następowało zawężenie pojęcia domu do jednej tylko gałęzi rodu, która potrafiła się wybić, gdy reszta pozostawała na stopniu dotychczas zajmowanym. Znaczny awans jednej linii rodu, czasami wpływał na inną z pewnym poślizgiem i linia młodsza zajmowała miejsce starszej linii ordynackiej po jej wygaśnięciu. Wypadki wspomagania przez osobistości wpływowe ich ubogich krewnych z linii bocznych występowały, lecz nie skutkowało to zbyt często osiąganiem przez te linie zaszczytów i korzyści, które raczej przeznaczone były dla rodziny bardziej bliskiej. Większa spoistość współbraci rodowychi dbałość o honor domu uzależniona była od znaczenia do jakiego doszedł dany ród (czy jego linia) i od powodów do dumy jakie mogły wynikać z przynależności do niego. Jeden lub paru czołowych dygnitarzy rodowych - ustalali i prowadzili politykę rodu, reprezentując go na zewnątrz i tworząc wokół niego zwarte grupy współdziałających ze sobą członków. Wobec swoich rodów taką rolę spełniali m.in. hetman Kazimierz Sapieha i jego brat podskarbi Benedykt, Hieronim Augustyn Lubomirski, prymas Teodor Potocki i hetman Józef Potocki . Celem współdziałania (przebiegającego na wielu polach) członków jednego domu było podniesienie znaczenia i pomnożenie majątku, lub jego utrzymanie. Wspólnym i powszechnym stało się pilnowanie spraw spadkowych (obejmujących swym zasięgiem krewnych aż do ósmego stopnia, zgodnie z postanowieniami sejmu 1588 r.)dla ogółu szlachty posesjonatów. Obowiązek połączony z koniecznością dobrej znajomości powiązań genealogicznych (które jeszcze obecnie nieraz traktowane są jako czysto snobistyczny przejaw tamtych czasów) spowodowane zostały właśnie poczuciem łączności rodowej, baczeniem na prawa spadkowe i koligacje. "Magnaci, obywatel i szlachta, równie jak ich żony wiedziały na pamięć genealogię od pradziadów i prababek, bo rodzice dzieci uczyli, równo z katechizmem, wszystkich stopni pokrewieństwa i powinowactwa i wpajali w nie miłość ku krewnym i powinowatym " - pisze w"Pamiętniku do historii polskiej " Adam Moszczeński. Względy snobistyczne miały duże znaczenie w XVIII w., dla podniesienia starożytności i świetności rodu, rozwinęła się moda ozdabiania go fantastycznymi wywodami przodków. Modę tą, nie będącą wcale nową, czy polską, zaobserwować można za Tudorów u arystokracji angielskiej, która wyprowadzała swe rody od Normanów, starożytnych Rzymian, Trojan i postaci Starego Testamentu. Tego typu wywody przeniknęły do herbarza Niesieckiego, znakomitego źródła do poznania mentalności szlacheckiej połowy XVIII w. Niektóre z nich możemy też znaleźć wurzędowych dokumentach, wydawanych przez kancelarie królewskie. Najznakomitsze rody w swoich drzewach genealogicznych, umieszczały galerię mitycznych przodków.

 

                                                                                                                                               Marek Matlak