Uważam, że na tym skrzyżowaniu lepiej sprawdzi się:
rondo
100.00%
3
skrzyżowanie z sygnalizacją
0%
0
3 głosów
*) odpowiedź wybrana przez Ciebie [Wyniki ankiety]

  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rondo, czy sygnalizacja?
#31
Ja nie przekonuję do któregokolwiek z rozwiązań (choć mam swoje na ten temat zdanie), ale pokazuję szersze tło mogące wam pomóc w opowiedzeniu się za jednym lub drugim. W rozważaniach pomijam koszty napraw nawierzchni i sadzenia kwiatków - bo pierwsze w równym stopniu dotyczy obydwu rozwiązań, a drugie należy rozważać w kategoriach estetyki dzielnicy. Bieżąca eksploatacja jest na pewno droższa w przypadku sygnalizacji (koszt energii, serwisowanie urządzeń, bieżąca kontrola stanu...).

"koszty sumarycznych strat czasu ponoszonych przez uczestników ruchu drogowego" - może się wam to wydawać dziwne, ale całkiem realnie takie kryterium jest stosowane w przypadku rozważań o sposobie sterowania ruchem. Inżynieria ruchu to piękna i bardzo rozległa dziedzina działań inżynierskich.

Koszty ofiar wypadków drogowych - tu my nie musimy się zadręczać szacowaniem, jako że są one oszacowane dość jednoznacznie. Funkcjonują oficjalne wskaźniki takich kosztów wyliczane dla całego kraju przez odpowiednie służby. I - oczywiście - podlegają rachunkowi kosztów w oficjalnych opracowaniach. (To też inżynieria ruchu drogowego).
  Odpowiedz
#32
Widzę, oczywiście, ze nie przyszło mi wdawać się w polemikę z przeciętnym użytkownikiem drogi, takim jak ja. To świetnie, bo można się ciekawych rzeczy dowiedzieć, w każdym razie argumenty jak najbardziej przyjmuję. Jeszcze jedna rzecz mnie ciekawi : my tu sobie możemy głosować, wielkiego zainteresowania chyba na razie nie ma, kto realnie i kiedy podejmie decyzję o przebudowie? Jeśli, to jest wyżej opisane, to sobie doczytam.
  Odpowiedz
#33
O możliwości przebudowy skrzyżowania zadecyduje budżet (baaaaardzo mizerniutki na rok 2013), zaś decyzję podejmie tzw. miasto - czyli Miejski Zarząd Dróg w oparciu o budżet miasta uchwalony przez radnych. To MZD proponuje tamtu inwestycyjne do planu robót, a potem są przepychanki pośród radnych. Każdy chce tę krótką kołdrę przeciągnąć w swoja stronę. Tutaj nasz radny i nasza RO naciska o przebudowę.
Niemniej jednak skoro się rozmawia na temat wariantu, to znaczy, że temat jest przynajmniej w sferze przymiarek. Trzeba więc juz teraz wiedzieć czego chcemy, aby na etapie możliwosci nie debatować, tylko konkretnie działać - a przecież wyprzedzająco trzeba opracować dokumentację. Tak więc inwestycyjnie przyszły rok jest już raczej stracony, można jednak zlecić projekt, którego czasokres oparcowywania to też blisko rok.
Dokementacja projektowa i towarzysząca, to:
- pomiary geodezyjne i opracowanie mapy (do trzech miesięcy),
- badania geologiczne podłoża,
- opracowanie koncepcji przebudowy,
- pozyskanie wytycznych, warunków przebudowy uzbrojenia (też co najmniej dwa miesiące)
- zakup wypisów z rejestru gruntów i map własnościowych
- opracowanie projektu właściwego
- opracowanie operatu geodezyjnego nowego podziału własności
- opracowanie tzw. szczegółowych specyfikacji technicznych wykonania i odpbioru robót budowlanych (księga około 150 - 200 stron wytycznych realizacyjnych i wymagań materiałowych pisana czcionką wielkości co najwyżej 10)
Potem negocjacje z właścicielami gruntu o wykupie i cenach wykupu itd. itap.
Dobrze byłoby jednak w przyszłym roku mieć projekt załatwiony...

  Odpowiedz
#34
Hip hip hura, Hip hip hura,witam cię ponownie Helcen,jak to dobrze, że znowu jesteś...[Obrazek: 02icon_mryellow.gif] A ja myślałem,że pomyliłeś Mikołaja z 1 maja to wtedy robi się jaja.[Obrazek: 0acute.gif]Przeprosiny niepotrzebne,nikt się nie gniewał.
  Odpowiedz
#35
Cieszę się. Tylko co Ci zawinił proletariat i nie daj Boże św Józef (1Maja)?
  Odpowiedz
#36
Ani proletariat,ani św Józef nie są winni, nie oto mi chodziło, kiedyś był taki zwyczaj czy tradycja (starsi mieszkańcy Hałcnowa powinni pamiętać),że na pierwszego maja robiło się psikusy np.starym kawalerom lub pannom wieszało się obok domu kukły(zwane dziadami), podobne do strachów na wróble.Ja pamiętam końcem lat siedemdziesiątych,jednemu gospodarzowi na terenie Hałcnowa (Pod Barkiem) wynieśliśmy z kolegami wóz drabiniasty ze słomą na dach stodoły.Z ukrycia obserwowaliśmy jaka będzie reakcja.Jaki wtedy był nasz i jego sąsiadów ubaw,nikt się nie obrażał,gospodyni częstowała nas plackiem drożdżowym,a moi starsi koledzy zyskali możliwość nawiązania bliższego kontaktu z jego córkami...[Obrazek: 01icon_lol2.gif]
  Odpowiedz
#37
Patrzcie - to nie tylko ja brałem udział w takich psikusach? Tyle że u nas robiło się je niekoniecznie w okolicy 1 maja - ale zawsze wtedy, kiedy przychodziła nam na nie ochota (czyli prawie zawsze). Potrafiliśmy komuś skoszone siano schować, a kiedy pognał na ówczesną milicję, to kopki siana wracały na miejsce, a nawet "cudownie" się mnożyły!
  Odpowiedz
#38
Z sianem, to się zawsze robiło jakieś jaja. Choć najlepiej pamiętam, że w przeciwieństwie do Domela, nie taszczyliśmy wozu z sianem na dach, tylko z dachu skakaliśmy do wozu... Taki mały Baumgartner...
  Odpowiedz
#39
Wóz trzeba było najpierw rozładować,potem rozebrać na części,następnie wynieść na dach i ponownie załadować.Oczywiście nie koniecznie w tej samej kolejności, trzeba było pomóc go znieść z powrotem na swoje miejsce.Dzisiaj młodzieży nie chce się wynieść... śmieci do kubła.Ja używałem podczas skoków z dachu,jeszcze prześcieradła zamiast spadochronu...
  Odpowiedz
#40
Ja nie stosowałem takich zabezpieczeń podczas skoków - mamie trudno byłoby wytłumaczyć uszkodzenie "spadochronu"...
  Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości