• 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Forumowa książka kucharska
Walentynkowy powrót do smaków dzieciństwa Big Grin Heart

[Obrazek: 10z4.jpg]
  Odpowiedz
(14-02-2014, 17:30 )popiczek napisał(a): Walentynkowy powrót do smaków dzieciństwa Big Grin Heart
A cóż to!? Jakaś nie znana mi wersja leniwych? Wyglądają smakowicie! Popiczku, przyjdź ze swymi aniołami na jutrzejszą giełdę i przynieś nam trochę tych smakowitości, proszę!
  Odpowiedz
Po mojemu bardziej kopytka. Juz ich nie ma Big Grin
  Odpowiedz
(15-02-2014, 16:21 )popiczek napisał(a): Po mojemu bardziej kopytka. Juz ich nie ma Big Grin
U mnie Mama też tak to nazywała. U żony i teściowej to są leniwe (pierogi).
A co z aniołami i giełdą?
  Odpowiedz
(15-02-2014, 16:21 )popiczek napisał(a): Po mojemu bardziej kopytka. Juz ich nie ma Big Grin

Takie trochę spłaszczone te kopytka - u mnie w domu rodzinnym, kopytka były bardziej wymiarowe, nie tak płaskie. Ale zapewne równie dobre!
  Odpowiedz
Postanowiłem was uraczyć cieszyńskim przepisem na zupę "bulczónke":

Narychtujcie:
Garniec – sztyry litry;
Wodym – nejlepszy ze zdrzódła;
Knobloch;
Udko s kurczoka, abo jakisi inksze miynso, jaki kiery mo rod;
Trzi kostki na rosół;
Majyrónek, fynikiel, laurowy listek, pieprz w zorkach, sól;
Pore ziymioków;
Nugle;
Marekwia, pietruzieli.

Do garca wloć trzi litry wody. Minso pokroć, ziymioki, marekwie, pietruzieli też, a pote wciepać do garca s wodóm. Jak się woda zacznie warzić to ujónć gazu, a wciepać wszecko inksze co żeście narychtowali. Warzić pómału, polywka musi bulkać na małym łogniu. Garniec przikryć deklym, ros na jakisi czas pomiyszać warzechóm. Bulczónka je lepszo na drugi dziyń, jak się zoleży. Jak wychłódnie to jóm idzie wrazić do chłódka, baji do szpajski.
  Odpowiedz
Smażony ser, czyli Cieszyn Smile
Ser żółty salami, pokroić w plastry o grub. ok. 3 cm. Obtoczyć najpierw w jajku, potem w tartej bułce. Smażyć na oleju ok. 3-4 min. z jednej i drugiej strony. W Cieszynie smażeny syr (lub ewentualnie wyprażeny na Słowacji )najlepiej zajadać przy kufelku Radegastu lub Brackiego, zależy po której stronie Olzy się przebywa.Frytki, sałatka... W polskim Cieszynie nie spotkałem tego dania, ale niewykluczone, że jest Smile
  Odpowiedz
To nie jest polskie danie, więc raczej będzie po zachodniej stronie Olzy, a po wschodniej może gościnnie...
  Odpowiedz
To, że nie polskie, to akurat fajowo, bo nie tłuste i wstrętne. Polska kuchnia, to prawdę mówiąc dno kompletne, ale tłumaczy ją położenie geograficzne. Nie mówię, o tym co jest naprawdę polską kuchnią, pisał o tym W.Łysiak...tylko o tym,co znamy z bylejakich "polskich" knajp. Syr polecam, bo jak na "Knedli" to dobry pomysłSmile
  Odpowiedz
W takim razie typowo cieszyńska potrawa (ale z południowych krańców Śląska Cieszyńskiego):

Syr wołoski wyndzóny to je taki żółty placek, kiery mo s wyrchu wzór rozety, a ón zoleży od tego, w jakij formie się go srobi. Tyn syr mo gładkóm skórke, kiero mo kolor ciymno żółty, a jak sie go przekraje to je krymowy. Syr wołoski je kapke podobny jak dorta i mo kole trzicet cyntymetrów. W postrzodku je miynkki, a skórke mo twardawóm. Mo kapke słónawy szmak, a wónio od wyndzynio. Robi sie go podle starucnego recepisu w goraliji, a tymu je aji taki dobry, bo go Gorole robióm ze świyżego mlyka. W goraliji je świyży a czysty luft, ni ma tela aut ani smrodu, tóż też to mlyko a syry sóm przeogrómnie dobre. Syr wołoski wyndzóny sie robi s owczego mlyka a kiejsi się go robiło aji po chałupach. Robiło sie go podle recepisu, kiery dowali ojcowie swoim synkóm a matki swoim ceróm.
Hań downij w Beskidach byli Wałasze, kierzi mieszkali w Istebnej, Jaworzince a w Kóniokowie, ale aji w inkszych dziedzinach. Od połówki szesnostego wieku ci Wałasze zaczli wandrować ku beskidzkim dziedzinóm. To byli pastyrze, kierzi gnali owce po caluśkich Karpatach, a prziszli snoci kansik od Bałkanów. Ci Wałasze umieli robić dobre syry, kiere potym zaczli wyndzić aji nasi beskidzcy Gorole. Tak jak na Podhalu Gorole stawiali na gróniach sałasze, do kierych sganiali owce a robili syry. Dzisio eszcze żyjóm starzi owczorze, lebo jejich syncy a wnucy, kierzi poradzóm cosi powyrzóndzać o sałaszach, a aji jako sie tam żyło, co było w kolibach, jaki sie robiło syry, bryndze, żyntyce (żencice – mulke), lebo hurde. Hań downij sie nie jodało jako dzisio. Ludzie jodali kupa jarzin, ziymnioków, pili kupa mlyka a jedli syry. Nejhudobnejsi mieli kozy a pili kozi mlyko a owczorze i gazdowie w goraliji zajś chowali owce a s jejich mlyka robili klagane syry. Taki syr jak sie go dało do chłódnego do szpajski to długo wydzierżoł, a kiejsi ludzie mieli wszecko swoji bo do obchodu się yny chodzowało ros za czas – gor po cukier, abo po jaki prziprawy. Na sałasie owczorze jodali syry, pili mlyko, a jak mieli mało, to szli do lasa – bo tam dycki szło cosi nalyźć. Dzisio sie robi wołoski syr wyndzóny w gminie Istebna.

  Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości